Dyzio, Dyziek, Dyź, Dionizy, Dyzma – kocur rasy europejskiej, choć patrząc po jego wielkości i umaszczeniu wydaje się mieć pochodzenie szlacheckie.
Dyźka znaleźliśmy w maju 2012 roku. Po odwiezieniu z imprezy kolegi otwierając drzwi do auta usłyszałem kocie miauczenie, które brzmiało jakby opodal biły się koty. Jednak gdy spojrzałem pod swoje nogi zobaczyłem małego, brudnego koteczka, która miauczał tak jakby prosił o pomoc. Kolega, który jechał ze mną wziął go na ręce i Dyziek pojechał z nami. Kocurek pozostały czas imprezy spędził przykryty kocem w samochodzie. Jako, że nie wiedzieliśmy jak zareaguje na niego Tosia, została ona u rodziców, a kocur pojechał z nami. Zjadł, wypił i położyliśmy go spać na kocyku. Biedak nie mógł chyba sam zasnąć, bo gdy w nocy się przebudziłem to leżał z nami w łóżku. Musiał być mocno zdeterminowany, żeby się na nie wspiąć.

Nazajutrz jeździliśmy po znajomych i rodzinie. Dzwoniliśmy, pisaliśmy, ale nikt nie chciał przygarnąć małej znajdy, więc nadal musiał mieszkać u nas. W poniedziałek u Pani Weterynarz Dyziek dostał trochę leków, a priorytetem było wyleczenie go z kociego kataru, bo ciągle kichał i miał bardzo załzawione oczka. Do tego doszło jeszcze kilka niegroźnych tematów. Jako, że nikt nie chciał dać mu domu, a Tośka błyskawicznie się z nim zakumplowała Dyzio został u nas. Pod koniec maja 2013 minie rok odkąd ten drań stał się kolejnym domownikiem.

Dyziek to kot dostojny, który uwielbia pozować do zdjęć. Wodę pija najchętniej z kranu, dużo śpi, daje się przytulać i uwielbia kurczaka. W wielu zachowaniach bardziej przypomina psa niż kota, rozumie co znaczą słowa „nie wolno” chyba dlatego, że czerpał zachowania z Tośki. Dyź jest dużym kotem, typem twardziela, który nie pęka przed odkurzaczem.