Pomysł na bloga o przygodach mojej domowej ferajny narodził się już dużo wcześniej, jak tylko zorientowałem się, że Dyziek (kot) lubi pozować do zdjęć i całkiem nieźle mu to wychodzi. Co prawda przed Dyziem była Tosia (pies), ale ona nie przepada za zdjęciami, choć i tak kilka ciekawszych poz udało sfotografować. Później znaleźliśmy Nalę, naszą drugą kotkę, a pomysł „zwierzęta w necie” utrwalił się jeszcze dobitniej. W niedługim czasie strona była gotowa, domena wykupiona, kilka wpisów przygotowanych, ale brakowało czegoś, żeby kliknąć magiczny, zielony przycisk, który wystartuje całą machinę. Do braku „czegoś” doszedł jeszcze brak czasu na cokolwiek i tak projekt „Kocia ferajna” poszedł w odstawkę.

Na szczęście jak widać idea raz powstała nigdy nie umiera i blog w końcu działa, w dużej mierze dzięki kilku osobom, których wpisy na twitterze dobrze mnie do tego zmotywowały. Było również kilka fajnych komentarzy na instagramie i to wystarczyło. Także dziękuje bardzo, jak widać internety i twittery służą ludzkości.
Nie mam pewności, że ktokolwiek będzie czytał i oglądał to co tutaj się będzie działo, ale jeśli się znajdzie choć jedna osoba, która czytając o tym jak Tośka sępi o jedzenie, Dyziek śpi w umywalce, a Nalka zwala wszystko co znajduje się w zasięgu jej łap – uśmiechnie się, a może nawet przekona do zwierzaków – to super i wtedy będę mega zajarany.

Oprócz trójki czworonogów w naszym życiu jest jeszcze kilka innych kocurów i psiaków, które też będą tutaj gości równie często co nasi domownicy. Są równie fajni co nasza ferajna.
Mam nadzieję, że co jakiś czas będziecie zaglądać do tego równoległego świata w którym koty i psy mówią ludzkim głosem. Jeśli zostawicie komentarz to też się nie pogniewam, serio.

A najwięcej zdjęć ferajny i towarzyszy możecie zobaczyć oczywiście na Instagramie –  www.instagram.com/jrzepa/.

Ahoj przygodo!

Wataha nigdy nie śpi. Wataha czuwa!

Wataha nigdy nie śpi. Wataha czuwa!