Tosia, Toś, Tośka, Tosiula, Tosiek – sunia, kundelek, a dokładniej mieszaniec rasy Welsh Corgi Cardigan z nie wiadomo jakiej rasy psiakiem. Zresztą to nieistotne. Tosia jest z nami od lipca 2009 roku, a 2 czerwca b.r. będzie miała już 4 lata. Dostaliśmy ją od Pani Weterynarz w Nadarzynie. Na początku lipca 2009 przyszliśmy z kotem rodziców do lecznicy i wspominaliśmy, że chyba chcielibyśmy mieć psa, ale żeby był taki spokojny, kanapowy, idealny do mieszkania w bloku. Okazało się, że taki właśnie pies szuka domu od razu. Jako, że piesek był u sąsiadki poszliśmy go zobaczyć.
To nie my do niej, ale to Tośka do nas wybiegła i wyglądała jak piesek preriowy tj. mała, gruba kulka, która była wszędzie. Decyzja była jedna. Bierzemy, ale za kilka dni, bo musimy się przygotować logistycznie.

Pełni obaw o to „jak to będzie” i „czy damy radę” kupiliśmy zabawki, jedzenie, posłanie. Zabraliśmy psiaka do domu i rozpoczęliśmy wspólne życie. Dylematów związanych z imieniem było mnóstwo, ale w końcu padło na Tosię. Tak było fajnie i jej też przypasowało 😉 W nowym miejscu szybko jej się spodobało, zadomowiła się i bawiła, troszkę niszczyła, robiąc przez pewien czasu małą demolkę. Ale w końcu się uspokoiła i od tego momentu stała się bardzo grzecznym kanapowcem. Uwielbia jazdę samochodem, spanie na kanapie i w naszym łóżku, nie przepada za owczarkami niemieckimi i co ciekawe uwielbia koty, będąc dla nich jak matka. I nie lubi pozować do zdjęć zazwyczaj odwracając pyszczek, chyba, że mam kosteczkę w nagrodę to wtedy jest inna rozmowa.

Tosia (niestety) uwielbia jeść i potrafi bardzo dobrze sępić osiągając poziom ekspert. My jesteśmy już (prawie) odporni na to jak hipnotyzuje oczami prosząc o szamę, ale mało kto jest w stanie się jej oprzeć i tym sposobem nasz rudy lis zawsze zbiera najlepsze kąski 😉